O autorze
dziennikarz
twitter: @sendecki81

Stalowa Wola... czyli bohaterowie o których nie zawsze pamiętamy

Gdy podczas obrad Okrągłego Stołu rozmowy stanęły w martwym punkcie - Lech Wałęsa powiedział do Mieczysława Rakowskiego - to co? Dzwonimy do Stalowej Woli? Zaraz będziemy rozmawiać inaczej. Poskutkowało. Huta Stalowa Wola była jednym z najsilniejszych bastionów "Solidarności". Ale żeby w 1989 roku Wałęsa mógł użyć tego argumentu - pod koniec sierpnia 1988 roku setki pracowników Huty zostawiło w domu rodziny i zaryzykowało wszystkim co mają. Wśród nich był mój tata. Od strajku w Stalowej Woli mija 27 lat.

Taka sytuacja z mojej pamięci... sierpień 1988 r.
Stoimy na wielkim placu przed jedną z bram Huty. Wokół nas mnóstwo ludzi. Rodziny strajkujących. Ja (7 lat), mój brat (5 lat), moja siostra (3 lata) i pani Basia. Pani Basia jest koleżanką najmłodszej siostry mojej mamy i od wielu miesięcy stara się o pozwolenie na wyjazd do Kanady, do swojego przyszłego męża. Uda jej się kilka miesięcy później. Tego sierpniowego dnia stoi jednak z nami, trzymając nas za ręce. Normalnie trzymalibyśmy się naszej mamy, ale żony strajkujących otrzymały pozwolenie na chwilę rozmowy ze swoimi mężami. Więc mama poszła. Przez bramę można podać ubrania na zmianę i jakieś rzeczy osobiste. Nie zanosi się na szybkie zakończenie strajku. Nad miastem lataja helikoptery.
Wszędzie pełno wojska i milicji.

Stoimy kilkadziesiąt metrów od bramy przy której oddzieleni kratami rozmawiają nasi rodzice. Nas od tej bramy dzieli jeszcze kordon ZOMO. Mam 7 lat, więc oczywiście nie rozumiem dlaczego nie możemy zobaczyć się z tatą. Nie wiem też dlaczego wielu ojców moich kolegów codziennie wraca normalnie do domu? Przecież też pracują w Hucie, a nie strajkują.
Wiem za to, że ułożenie palców w literę "V" oznacza coś ważnego i dobrego. Znam też słowa piosenki "Solidarność - ludzi wolnych związkiem jest"

Ludzie wokół nas krzyczą w kierunku ZOMO-wców - Bandyci! Puśćcie dzieci do ojca!
W pewnym momencie pani Basia mówi do nas - chodźcie! No to idziemy. Prosto w kierunku bramy. ZOMO-wcy głupieją. Rozstępują się. Mijamy ich. Podchodzimy do bramy, do naszych rodziców. Dostajemy brawa. Naprawdę duże brawa!

Taka sytuacja, którą pamiętam z dzieciństwa, z której wtedy niewiele rozumiałem.
Taka sytuacja, dzięki której wiem że moi rodzice są porządnymi ludźmi, są bohaterami.
Tak, są bohaterami! Tak po prostu. Mieli tyle lat co ja. Mieli małe dzieci. Moja mama nie pracowała. Bali się, że tata nie dostanie wypłaty, że może go zwolnią (właściwie to wszystkich strajkujących zwolniono, po zakończeniu strajku zostali przywróceni do pracy), że może go aresztują, że może wojsko otworzy ogień. Mogli zostać w domu. Nie zostali.
Takich bohaterów były miliony, bez nich nie byłoby wolnej Polski.
Bez moich rodziców nie byłoby wolnej Polski.
Mamo i Tato - dziękuję.





P.S. Do tej pory pisałem tu wyłącznie o sporcie (ostatnio właściwie nie pisałem;) - tym razem jest o historii... mojej, mojej rodziny, Stalowej Woli, Polski. Ale przede wszystkim to moje podziękowanie i hołd złożony moim rodzicom, bo nie wiem co bym zrobił będąc w ich sytuacji. I Im bardziej nie wiem, tym bardziej podziwiam ich decyzje.
Trwa ładowanie komentarzy...