O autorze
dziennikarz
twitter: @sendecki81

NBA na bogato

forbes.com
Kobe Bryant coraz częściej myśli o emeryturze, a jego drużyna przegrywa mecz za meczem. Mimo to Los Angeles Lakers są najbardziej wartościowym klubem w NBA. Magazyn „Forbes” wycenił szesnastokrotnych mistrzów NBA na ponad dwa i pół miliarda dolarów! Washington Wizards, w których występuje Marcin Gortat są warci „zaledwie” 900 milionów.

NBA to naprawdę niezły biznes. I z roku na rok coraz bardziej dochodowy. Nowa umowa z telewizjami, która będzie obowiązywać od sezonu 2016/2017 gwarantuje najlepszej koszykarskiej lidze świata 24 miliardy dolarów za 9 lat. To niemal trzy razy więcej niż NBA za prawa telewizyjne otrzymuje w tej chwili. Głównie przez tę umowę średnia wartość 30 drużyn wzrosła w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy aż o 72%. Coś takiego nie zdarzyło się nigdy. A „Forbes” publikuje swoją listę od 1998 roku. Przeciętny zespół NBA jest dziś wart 1,1 mld dolarów i przynosi 23 mln dolarów zysku! A potwierdzeniem wyliczeń „Forbesa” była transakcja w której kilka miesięcy temu Steve Balmer kupił Los Angeles Clippers. Za 2 mld dolarów.

Najcenniejsi
Na szczycie listy najbardziej wartościowych klubów NBA wcale nie są te drużyny, które w tym sezonie odnoszą najwięcej zwycięstw. Wręcz odwrotnie. Decyduje rynek reklamowy i telewizyjny oraz bliskość do świata show-biznesu. Dlatego liderem jest zespół z Holywood… Los Angeles Lakers są warci 2,6 mld dolarów. To wciąż mniej niż Real Madryt (3,44 mld $), FC Barcelona (3,2 mld $) i Manchester United (2,81 mld $), ale już więcej niż New York Yankees (2,5 mld $) i aż o 93% więcej niż przed rokiem! Lakers od zdobycia ostatniego mistrzostwa w 2010 roku grają coraz gorzej. Poprzedni sezon był drugim, najgorszym w historii klubu (tylko 27 wygranych i aż 55 porażek), obecny wcale nie jest lepszy. Ale podpisana na 20 lat umowa z lokalną telewizją gwarantuje ekipie z Miasta Aniołów 4 miliardy dolarów. Mimo spadającej ostatnio oglądalności i zysków, właściciele – czyli rodzina Buss wciąż nie może narzekać. Poprzedni rok Lakers zamknęli z przychodami w wysokości 293 milionów dolarów i zyskiem ponad 104 milionów.


Te wyniki sprawiły, że na drugie miejsce spadli New York Knicks. Chociaż ich wartość też mocno poszła w górę. W porównaniu z poprzednim rokiem są cenniejsi o 79%, co w tej chwili daje 2,5 mld dolarów. Dodajmy, że podobnie jak Lakers drużyna z Nowego Jorku na parkiecie spisuje się w ostatnich latach katastrofalnie, wciąż ma jednak najlepsze wyniki oglądalności w NBA.
Na trzeciej pozycji znalazła się drużyna Chicago Bulls. Właściciel Jerry Reinsdorf, jak za czasów Michaela Jordana, może chwalić się największą frekwencją na meczach, zyski też ma spore, większe niż Knicks, do tego wzrost wartości o – uwaga – 100% i w rezultacie szacunkowa wycena: 2 miliardy dolarów.


Za „Bykami” uplasowali się Boston Celtics (1,7 mld dolarów) i Los Angeles Clippers (1,6 mld dolarów oraz rekordowy wzrost wartości o 178%). Co oznacza, że Steve Ballmer trochę za klub z LA przepłacił:) Swoja drogą Ballmer to najbogatszy z właścicieli drużyn, z majątkiem przekraczającym 22 miliardy dolarów.


Średniacy
Odkąd Brooklyn Nets kupił rosyjski oligarcha Michaił Prochorow, wyliczenie czegokolwiek związanego z tym klubem okazuje się bardzo trudne. Druga z nowojorskich drużyn była kupowana bowiem na raty, do tego doszła budowa nowiutkiej hali Barclays Center. Koniec końców wartość Nets to półtora miliarda dolarów. Ale też rekordowe straty, sięgające niemal 100 milionów dolarów rocznie. To jedyna drużyna, która wychodzi „na minus”. A to między innymi przez ogromne kontrakty, które Prochorow płaci swoim gwiazdom. Nie do końca to wszystko jest jednak tak oczywiste jak się wydaje, ciężko bowiem w takim wyliczeniu ująć na przykład ulgi podatkowe na jakie może liczyć Rosjanin. Dlatego o jego brooklyński biznes nie trzeba się martwić.
Za Nets plasują się Golden State Warriors, Houston Rockets, Miami Heat, Dallas Mavericks i aktualni mistrzowie NBA San Antonio Spurs. W sumie 11 drużyn, z których każda jest warta więcej niż miliard dolarów. Na 17 miejscu znalazł się zespół w którym występuje Marcin Gortat. Washington Wizards są warci 900 milionów dolarów. Ale pamiętajmy, ze w 2010 roku Ted Leonsis zapłacił za klub z Waszyngtonu „tylko” 551 milionów.


Nie wszystko złoto co się świeci…
Co prawda oprócz Brooklyn Nets żaden z klubów nie notuje strat, to nie wszędzie posiadanie drużyny NBA oznacza pełnię szczęścia. Atlanta Hawks mimo siedziby w stolicy Coca Coli i wzrostu ceny o 94% zajmuje dopiero 22-gie miejsce wśród najcenniejszych klubów. Wartość: 825 milionów dolarów. Ktoś chętny? Bo to akurat jest drużyna na sprzedaż.
Jeszcze gorzej ma się należące do Michaela Jordana Charlotte Hornets, wartość ekipy z Karoliny Północnej to 725 milionów dolarów. Najniżej w zestawieniu jest – już tradycyjnie – Milwaukee Bucks. Drużyna, która rok temu była wyceniona na 405 milionów dolarów, w kwietniu zmieniła właścicieli. Wesley Edens i Marc Lasry zapłacili za klub 550 milionów dolarów. Teraz wartość Bucks to 600 milionów. Co oznacza wzrost ceny o zaledwie 48%. Na taki stan rzeczy wpływ ma między innymi hala, która jest bardzo droga w utrzymaniu. Ale na pocieszenie pozostaje fakt, że poprzedni właściciel Herb Kohl w 1985 roku zapłacił za zespół z Milwaukee 18 milionów dolarów. Czyli nawet najgorszy klub NBA jest całkiem niezłą lokatą pieniędzy.

Zawodnicy
Wiemy już kto zarabia miliardy, czas sprawdzić kto inkasuje miliony. Najwięcej wpływa obecnie na konto LeBrona Jamesa. 20,6 mln dolarów płaci mu Cleveland Cavaliers, do tego dochodzi około 44 milionów z kontraktów reklamowych. W sumie ponad 66 milionów dolarów rocznie. Lista reklamodawców jest długa: Kia, Nike, McDonald’s, Coca – Cola, Samsung, Upper – Deck, Tencent, Audemars Piquet oraz Beats by Dre.


Na drugiej pozycji – MVP poprzedniego sezonu Kevin Durant. 19 milionów od Oklahoma City Thunder za grę w koszykówkę i 35 milionów od sponsorów. Durant to pierwszy koszykarz który dołączył do grupy menedżerskiej Roc Nation Sports, utworzonej przez rapera Jay-Z. Efekt? Nowy, 10-cio letni kontrakt z Nike o wartości 300 milionów dolarów.


Na ostatnim miejscu na podium Kobe Bryant (Los Angeles Lakers). Największy kontrakt w lidze, wynoszący 23,5 miliona dolarów oraz około 26 milionów z umów reklamowych. Przez ostatnich 9 lat to on był najbogatszym koszykarzem NBA. Płacą mu takie firmy jak Nike, Lenovo, Hublot, Panini, Turkish Airlines, Coca – Cola i Mercedes. Bryant podobno coraz więcej czasu i sił wkłada w przejście ze świata sportu do świata biznesu. Tak jak uczynił to Michael Jordan, który niedawno został ogłoszony miliarderem (przy okazji - to najbiedniejszy spośród 30-tu właścicieli drużyn NBA).


Tuż za podium znalazł się pierwszy koszykarz nie ze stajni Nike. Derrick Rose gra w Adidasach i przed umową Duranta to on miał największy kontrakt z producentem obuwia. 185 milionów dolarów za 13 lat. Do tego Powerade, Wilson, Skullcandy, 2K Sports, Giordano’s i Panini. W sumie 20 milionów z reklam oraz 18,9 mln z kontraktu z Chicago Bulls.


Sporo mniej, bo około 30 milionów dolarów inkasuje gracz NY knicks Carmelo Anthony, 27 mln zarabia gwiazdor Miami Heat - Dwyane Wade, Na siódmym miejscu na liście krezusów - Amar’e Stoudemire ze swoim przepłaconym kontraktem z Knicks. W pierwszej dziesiątce są jeszcze Chris Paul i Blake Griffin z Los Angeles Clippers oraz Dwight Howard z Houston Rockets. Dla porównania: Marcin Gortat zarabia średnio 12 milionów dolarów za sezon. Do złotej dziesiątki sporo brakuje, ale na tle całej ligi wygląda to naprawdę bardzo dobrze. Połowa spośród najbogatszych graczy NBA gra w Los Angeles, Nowym Jorku lub Chicago. Jednak dwóm największym aktualnie gwiazdom ligi nie przeszkodziły nawet małe rynki reklamowe Cleveland i Oklahomy. LeBron James i Kevin Durant już dawno wyrośli na gwiazdy globalne. Ich koszulki sprzedają się na całym świecie.


Świat bez granic
NBA zarabia na całym globie, także poza granicami Stanów Zjednoczonych. Dochody ligi na innych kontynentach wyniosły w 2014 roku 350 milionów dolarów i wzrosły o 18%. To sprawiło, że znów powrócił temat utworzenia kilku klubów i dywizji w Europie. Ale to sprawa jak na razie wciąż bardzo odległa. Większy problem NBA może mieć z… nadmiarem swojego bogactwa. Pojawia się bowiem coraz więcej głosów, że obowiązująca umowa zbiorowa jest niesprawiedliwa. Właściciele klubów się bogacą, bo liga podpisała nowy kontrakt telewizyjny, a koszykarze nic z tego nie mają. Jeśli komisarz Adam Silver szybko nie załagodzi sytuacji to w 2017 roku możemy mieć kolejny lockout czyli zawieszenie rozgrywek. Jak widać od przybytku czasami głowa może jednak rozboleć.



P.S.: Artykuł powstał w oparciu o rankingi magazynu "Forbes" opublikowane 21 stycznia 2015 roku.
Trwa ładowanie komentarzy...